Towarzystwo Fotografii Przyrodniczej

Aby skorzystać z pełnej wersji serwisu Zarejestruj się

Aktualności

Jak fotografować kanie

Mój pierwszy artykuł chciałbym poświęcić ptakom z rodziny jastrzębiowatych Kani czarnej i Kani rudej. Oba gatunki uważane są przez wielu za najpiękniejsze ptaki drapieżne polskiej awifauny. Zanim opiszę metody wabienia i zasiadki przedstawię sylwetki obydwu gatunków ptaków co pozwoli nam lepiej je poznać i pomoże nam je odróżniać. Kania najliczniej zamieszkuje Europę i Azję. Poza tymi kontynentami można ją spotkać w Afryce, Australii oraz na Dalekim Wschodzie, gdzie występuje także rzadki gatunek kani syberyjskiej. Kania jest ptakiem wędrownym, lecz niektóre populacje zimują w Polsce, zamieszkując tereny gdzie łatwo zaopatrują się w pokarm, najczęściej są to miejsca przy wysypiskach śmieci.
Kania ruda (Milvus milvus) to ptak z rodziny drapieżnych. Zarówno samiec jak i samica charakteryzują się jednakową rdzawo-brązową barwą i jaśniejszym spodem. Ogon, najważniejszy element rozpoznawczy przy locie na dużych wysokościach, jest czerwonobrązowy z wierzchu i jasnoszary od spodu, dość głęboko wcięty, czym nie może pochwalić się żaden europejski drapieżnik. Głowa, szyja i miejsca osadzenia skrzydeł są jasnopopielate z kreskowaniem. Spodnia strona skrzydła charakteryzuje się dużą, białą plamą, wierzchnią zdobi przekątny pasek. Zarówno dziób jak i nogi ptaka mają żółte ubarwienie. Porównując kanię z myszołowem zauważymy różnicę w wielkości, kania jest znacznie większa i ma dłuższe skrzydła. Kania ruda szybuje na prostych lub lekko zgiętych skrzydłach. W szybkim i zwinnym locie ma prawie zawsze rozłożony ogon, który czasem przekrzywia. Z dużą umiejętnością wykorzystuje wznoszące prądy powietrza. Rdzawe upierzenie, wyraziste białe łaty na skrzydłach i kontrastujące czarne końcówki skrzydeł w połączeniu z lekkim, pełnym wdzięku lotem to jej znak rozpoznawczy. Równać się z nią może tylko Kania czarna (Milvus migrans), jednak ta ma znacznie ciemniejsze upierzenie oraz mniej wcięty ogon. Tak więc ciemne, matowo-brązowe ubarwienie na całym ciele oraz zdecydowanie mniej wcięty ogon to główne cechy odróżniająca oba gatunki. Wspólną cechą tych ptaków jest łatwość adaptacji w wielu miejscach występowania. Niekiedy ptaki łączą się w stada z wronami oraz innymi gatunkami odżywiającymi się padliną, oraz odpadkami z wysypisk śmieci. Okres lęgowy tych ptaków przypada na marzec-kwiecień. Samice znoszą od 2 do 4 jaj. Po okresie lęgowym kanie często spędzają noce w grupach liczących nawet sto osobników. Siedliska kań budowane są z ziemi, patyków, oraz przedmiotów pozostawionych w terenie przez ludzi, takich jak kawałki szmat, papieru czy folii. Dzięki tym nietypowym materiałom gniazdo kani różni się od gniazd innych drapieżników.

W naszym kraju kania jest stałym bywalcem Pomorza Zachodniego, Mazur, Dolnego Śląska oraz Wielkopolski. Moje zdjęcia były robione na terenie Pomorza Zachodniego, gdzie występuje większość z populacji tego gatunku ptaka drapieżnego. Niestety próby uchwycenia ptaka w kadrze, w obrębie jego siedliska kończyły się z reguły niepowodzeniem. W tym miejscu ptak nie reaguje na przynętę w postaci różnego rodzaju mięsa, obawiając się innych drapieżników wabionych pod gniazdo, takich jak bielik, jastrząb czy lis. Przedstawione w artykule fotografie powstały w miejscu oddalonym w sporej odległości od gniazda. Wybór miejsca, który zadowoliłby mnie oraz nie wzbudzał niepokoju ptaka nie był zbyt skomplikowany. Przygotowanie odpowiedniej zasiadki na te piękne ptaki zaczęło się już w połowie marca. Jak co roku wczesną wiosną zacząłem wypatrywać na niebie skrzydlatych drapieżników. Identyfikacja tego ptaka nie należy do trudnych z racji jego specyficznego lotu oraz niepowtarzalnej dla innych drapieżników sylwetki. Godziny spędzone w terenie z lornetką pozwoliły mi na określenie trasy lotu ptaka oraz jego najczęstszej aktywności w ciągu dnia. Miejsce na czatownię wybrałem dosyć szybko, ponieważ od razu rzuciła mi się w oczy pobliska polana otoczona krzakami. Była usytuowana w odległości około pół kilometra od pobliskiego lasu, gdzie znajdowało się gniazdo kani rudej. Odpowiednio padające światło potwierdziło trafność wyboru dobrego miejsca. Za tło posłużyć mi miała pobliska puszcza, która skutecznie odcinała linię nieba, wchodzącą w kadr. Bardzo ważny jest aspekt dotyczący legalności budowy kryjówki,dlatego też udałem się do właściciela łąki, aby uzyskać jego zgodę. Przedstawiłem mu swoje zamiary, na ich poparcie wykazałem się legitymacją związkową ZPFP. Po uzyskaniu zgody na postawienie czatowni rozpocząłem przygotowania do jej budowy. .Czatownia w całości została wykonana z desek, z racji łatwości dostępu do tego materiału.Zbudowane ukrycie odpowiednio zamaskowałem za pomocą trzcin oraz gałęzi, tak aby nie wzbudzać podejrzeń ptaków.
Do szczegółowego opisu, jak zbudować czatownię zapraszam do następnego artykułu,który zostanie opublikowany na stronach
tfp.net.pl.

Następnym etapem było wyłożenie odpowiedniej przynęty, którą zazwyczaj jest mięso z wypadków komunikacyjny czy z ferm drobiu. Wspominając o przynęcie, należy zwrócić uwagę na sezonowość podkładania padliny. Pora wiosenno-letnia jest okresem bogatym w pożywienie dla ptaków, czego nie można powiedzieć o zimie, gdzie ptaki poszukują jakiegokolwiek pokarmu aby przetrwać ten trudny dla nich okres. Jednocześnie jest to dobry okres na podkładanie padliny, gdyż mamy większą pewność, że ptak się na nią skusi i usiądzie w ściśle wyznaczonym przez nas miejscu. Brak wykładania padliny w porze wiosennej nie wpłynie negatywnie na życie oraz przetrwanie ptaków, ponieważ bogactwo natury zapewni im odpowiednią ilość pokarmu. Padlinę ułożyłem w odległości
ok. 8-9 m od czatowni licząc na zdjęcia przedstawiające całą sylwetkę ptaka czyli tzw. atlas. Podczas fotografowania zanęta jest schowana do specjalnie wykopanego dołka, tak aby nie była widoczna w naszych kadrach. Padlina pochodząca z dzikich zwierząt nie musi być chowana, ponieważ tego typu mięso jest naturalnym pożywieniem kani. Przez kilka dni od wyłożenia padliny pojawiały się głównie błotniaki stawowe oraz orliki krzykliwe. Okazały się one bardzo miłą niespodzianką, lecz nie były głównym celem fotograficznym tej wiosny, do którego się przygotowywałem i na który oczekiwałem.

Pewnego dnia siedząc w czatowni i fotografując samca błotniaka stawowego zauważyłem dziwne zachowanie tego osobnika. Od początku swojej wizyty był bardzo niespokojny i nerwowo rozglądał się po niebie strosząc przy tym pióra. Prawdopodobnie zauważył innego błotniaka, który również skusił się przynętą lub nadlatywał inny gatunek drapieżnika, którym mógł być często przelatujący w tym miejscu orlik krzykliwy. Wiele się nie pomyliłem, gdyż faktycznie nadleciał ptak, który skutecznie spłoszył błotniaka. Wykonałem błyskawiczną serię ujęć i postanowiłem zobaczyć w aparacie co udało mi się uchwycić z ataku tego ptaka, którego lot był tak szybki, że nie udało mi się go rozpoznać. Okazało się, że tym ptakiem była kania ruda. Na zdjęciu rozpoznałem charakterystyczny, długi rudy ogon oraz ubarwiony rudo spód ciała. Po paru minutach ciszy moim oczom ukazała się kania ruda siedząca ok. 7 m od mojej czatowni. Radość z tego faktu nie trwała jednak zbyt długo, ponieważ ptak w popłochu odleciał. Niestety, ale do końca dnia już nie przyleciała. Słyszałem tylko jej piskliwy odgłos, który sugerował zaniepokojenie ptaka, prawdopodobnie spowodowane pojawieniem się na pobliskim drzewie innego drapieżnika. Po paru dniach starannego podrzucania mięsa postanowiłem usiąść w czatowni z nadzieją sfotografowania kani. Godziny spędzone na nieustannym nasłuchiwaniu i wypatrywaniu mijały, a moimi jedynymi towarzyszami były podlatujące kosy oraz szpaki. Wątpiąc w powodzenie zasiadki, lekko zdegustowany biernością ptaków, powoli zacząłem się pakować z myślą o powrocie do domu. Nagle usłyszałem świst, który wzbudził moje zainteresowanie. Ku mojemu zdziwieniu wylądowała długo oczekiwana kania ruda. Na jej widok serce zaczęło mi szybciej bić, ponieważ nigdy wcześniej nie miałem okazji obcować z nią w takiej odległości. Ptak był zupełnie spokojny i kompletnie nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności,co dobrze wróżyło na udaną sesję zdjęciową. Po chwili bez wahania podszedł do przynęty i zaczął konsumpcje. W jej zachowaniu nie zauważyłem żadnej nerwowości często towarzyszącej w takiej sytuacji innym ptakom drapieżnym. Ptak długo się posilał robiąc sobie od czasu do czasu przerwę na rozejrzenie się po terenie. Ilość zjedzonego mięsa przez kanie nie jest duża, odpowiada apetytowi myszołowa, czy też jastrzębia.

Obcując przez kilka tygodni z tymi pięknymi ptakami zaobserwowałem ich niesamowitą punktualność, której nie dostrzegłem jak dotąd u innych gatunków ptaków. Ich największa aktywność występuje po południu około godziny 17:00-17:30. Zaobserwowałem to, gdy kania kilka dni pod rząd przylatywała na oddalone o 80 metrów od czatowni wyschnięte drzewo, w towarzystwie kani czarnej. Spędzała na nim około 10 minut po czym podlatywała wprost pod czatownię. Tego typu zachowanie pozwalało mi na skrupulatne zaplanowanie sesji, nie martwiąc się o spóźnienie i zaprzepaszczenie okazji na dobry kadr. Kanię czarną i kanię rudą łączy tylko gatunek. Mimo podobieństwa w wyglądzie oraz zachowaniu, ptaki te nie żyją razem w gromadach. Najprawdopodobniej wynika to z rywalizacji gatunkowej spotykanej u większości drapieżców. Dlatego też, zdjęcia jakie dotychczas wykonałem nie przedstawiają osobników razem. Ilekroć dochodziło do spotkania obu gatunków, jeden drugiego odpędzał nie dając mi tym samym żadnych szans na sfotografowanie ich w walce, co dla mnie byłoby nie lada sukcesem. Szczerze mówiąc, kiedy zaczynałem swoją przygodę z fotografią wiedziałem, że przyroda rządzi się swoimi prawami, ale nie sądziłem, że może być aż tak uporządkowana. Wielkość ptaka oraz jego pozycja w hierarchii stanowią nieodzowny aspekt współżycia dzikich ptaków, co tłumaczy lęk kani przed większymi osobnikami, takimi jak bielik czy orlik krzykliwy. Jedyną dominację jaką udało mi się zaobserwować jest dominacja nad błotniakiem stawowym, który mimo swoich bardzo częstych odwiedzin pod czatownią, przestał się pojawiać wraz z pierwszym pojawieniem się kani.

Na zakończenie mojego pierwszego artykułu dodam, że kanie jako nasi letni goście skutecznie reagują na wykładaną zanętę, co dla nas jest sporym udogodnieniem. W tym czasie możemy niewielkim nakładem pracy przygotować własną kryjówkę i spróbować fotografować te piękne ptaki. Kanie są rzadkimi bywalcami fotografii i każde kolejne podejście do tematu daje wiele satysfakcji i motywacji na następne zasiadki, które w połączeniu z odpowiednim przygotowaniem i podejściem do tematu mogą skutkować dobrym materiałem zdjęciowym, o który zabiegamy. Doceniajmy każde chwile spędzone w terenie i trud włożony w zrobienie dobrego zdjęcia, które z pewnością da nam o wiele więcej satysfakcji niż zdjęcie wykonane w bardzo łatwy sposób, podane na tacy, bez większego wkładu oraz bez towarzyszącej przy tym dawki adrenaliny. Fotografowanie dzikich ptaków przynosi niesłychaną radość i satysfakcję, której na pewno nie zapewni sesja w zoo czy zdjęcia ptaków w niewoli.

autor Krzysztof Stępień  www.krzysztofstepien.pl


 



Komentarze

Ilość komentarzy: 1

Róża Kłys (Mika2011)

Dzięki za przybliżenie tych pięknych ptaków. Nie zdawałam sobie sprawy, że mam takich sąsiadów. Opis bardzo ciekawy.

2012-01-17 22:24:57

Pozostałe aktualności