Towarzystwo Fotografii Przyrodniczej

Aby skorzystać z pełnej wersji serwisu Zarejestruj się

Aktualności

Wiosenne przemyślenia

 

Wiosna to bez wątpienia najpiękniejsza pora roku, powracająca do życia przyroda niczym mityczny Feniks odradza się dając początek nowemu życiu. Zasada tego genialnie działającego „programu” wydaje się być banalnie prosta: „przetrwać i przekazać życie dalej” Pozornie wydaje się to bardzo proste, niemniej wszyscy zdajemy sobie sprawę, jak ogromna siła, magia, kunszt i niezwykły fenomen natury skrywają się w tej rzekomej prostocie.

 Weźmy chociażby fakt wiosennego odradzania się gatunków. Na co dzień nawet się nad tym nie zastanawiamy, sprowadzając rzecz do jakiegoś banału o ciągłości gatunkowej jakby chodziło o produkcję sznurka. Dla nas wiosna w istocie jest czasem miłości, radości, optymizmu być może nowych nadziei. Ktoś inny powie, że jest to czas wytężonej pracy na polu, działce, czy w ogródku. W istocie na pewno tak jest, jednakże powinien to być również czas głębszej refleksji nad istotą samego życia w otaczającym nas świecie. Zbyt mało lub prawie w ogóle nie zastanawiamy się nad samym cudem, jakim jest życie, tu i teraz. Pośpiech, praca, zdobywanie sławy, władzy, czy wreszcie pieniędzy, odsunęło nas gdzieś na peryferie czegoś tak naturalnego jak czerpanie radości, chociażby z faktu, że oto jesteśmy, żyjemy i kochamy się. Nadmiernie wybujałe poczucie własnej wartości oddaliło nas od dzikiego świata, bez którego i tak nie bylibyśmy w stanie nic zrobić. Gdyby w pewnej chwili ten wspaniały świat uległ jakiemuś zachwianiu, nasza mądrość i poczucie technicznej wartości w jednej chwili przestałoby mieć jakiekolwiek znaczenie. Wszystko wraz z naszym wybujałym „ego” pękłoby jak bańka mydlana. Dlatego też powinniśmy się zastanowić, jak ważną rolę odgrywa każdy, gatunek w otaczającym nas świecie. I wreszcie zastanówmy się, jak ważną i odpowiedzialną rolę w tym wszystkim odgrywamy my. Przyjrzyjmy się mądrości natury, jak inwestuje w każdą, nawet najmniejszą formę życia. Z jaką siłą i determinacją tchnie ten cudowny dar we wszystko co nas otacza. Każdy ptak, ssak, owad, czy chociażby marne źdźbło, kiedy tylko nadejdzie jego czas, rusza do wielkiego wyścigu, którego najwyższą stawką jest życie. Powielenie, odnowa, czy prokreacja - każde z tych słów, jakkolwiek by nie brzmiało, do końca nie wyjaśnia wspaniałego cudu narodzin, z jakim mamy do czynienia każdej wiosny. Widać jak z każdym dniem, kiedy robi się tylko cieplej, ta gigantyczna sztafeta życia przyspiesza, jakby czas był dla niej w jakimś stopniu limitowany. Ta magiczna pora roku sprawia, że nie tylko dziki świat zwariował na jej punkcie. Również i my, mimo że dobrowolnie zabetonowaliśmy się w wielkich miastach, także wyczuwamy tajemniczą aurę wiosny. Nawet w wielkim gąszczu blokowisk, pośród asfaltowych traktów i stalowych witryn, gdzie wydawałoby się, że nie ma bezpośredniego kontaktu z dziką naturą, również spotykamy budzącą się do życia przyrodę. Mimo że okres ten pod względem astronomicznym jest nam wszystkim doskonale znany, jednak cudowny spektakl, jaki towarzyszy tej wspaniałej porze roku za każdym razem czaruje niezwykłą magią, jaka skrywa się w każdej nowonarodzonej istocie.Czas powrotów i obfitości, czas kiedy siły witalne natury kolejny już raz odezwą się w każdym dziko żyjącym stworzeniu. Właśnie teraz powinniśmy najlepiej wyczuć wiosenną wibrację. Wystarczy tylko wyjść na spacer do lasu, nad rzekę, czy nad niewielki stawek i wnikliwie zaobserwować, jak potężna siła drzemie w tej magicznej porze roku.

Z zimowisk powróciła już większość ptaków, które w większych lub mniejszych odstępach czasu przystąpią do lęgów. Pola, lasy bagna i jeziora już w wkrótce zatętnią ogromem życia. Gwar, krzątanina, budowa gniazd, zaloty, obrona terytoriów - to wszystko nastąpi już niebawem. Każdy dzień wnosi coś nowego - wiośnie jak widać obcy jest bezruch: kwaśna łąka, skrawek piargu, czy nawet mulista rzeczna łacha też stanie się areną miłosnych zalotów. Mając nawet najdoskonalszy rejestrator obrazu i dźwięku nie jesteśmy w stanie oddać ducha i klimatu, jaki niesie ze sobą ta cudowna pora roku. Człowiek na wskutek zmian, a właściwie własnych wygód cywilizacyjnych, zatracił już zdolność wnikliwego postrzegania tego urzekającego piękna. Któż z nas jeszcze jest w stanie zauważyć, że ziemia wiosną daje inny zapach. Lazur nieba jest bardziej nasycony, a śmierć i cierpienie, mimo że jest nieodłącznym elementem dzikiej natury, jakby chwilowo zostało gdzieś ukryte. Wiosną siła rozkwitu jest tak ogromna, że straty, jakie poniósł każdy gatunek w trudnym zimowym okresie będą mu po stokroć zwrócone. Ten niezmiennie trwający cykl mimo ogromnej siły i determinacji został w znacznym stopniu przez człowieka zachwiany. A zatem tym większy powinniśmy kierować pokłon w stronę matki natury chociażby za to, że czerpiemy niewyobrażalne korzyści, w zasadzie nie dając nic w zamian.

Myślę, że współczynnik szacunku dla przyrody będzie tym większy, im większa będzie nasza wiedza na jej temat. Patrząc pod kątem ostatnich lat wyraźnie widać, że wspomniany szacunek nabiera coraz większego znaczenia, również wśród młodszego pokolenia. Niestety nie zawsze tak było. Jako przykład podam epizod, z jakim zetknąłem się co prawda kilkanaście lat temu, lecz mimo upływu lat dobrze utkwił mi w pamięci.

Pewnej wiosny spacerowałem olszynowym zagajnikiem i natknąłem się na grupkę młodych chłopców w wieku 9-11 lat, którzy wybierali z gniazd ptasie jaja. Zapytałem ich:

 - Chłopcy, do czego są wam potrzebne te jajka

 - Pokażemy je kolegom- odpowiedzieli.

- A później co z nimi zrobicie - zapytałem.

 - Jeszcze nie wiemy...- brzmiała odpowiedź.

 Przyznam, że początkowo byłem zły na tych małych chłopców, jednak po chwili zrobiło mi się ich żal dlatego, że wiedza tych młodych ludzi o przyrodzie była aż tak przerażająco niska. Myśleli, że ptak, jak kura jutro zniesie następne jajko i nic właściwie się nie stanie. Starałem się im wytłumaczyć, że tak nie jest, a to, co robią jest ogromną stratą dla przyrody i jednocześnie wielką rozpaczą dla wysiadujących ptaków. Wówczas, jak pamiętam, zdałem sobie sprawę, że niewłaściwe postępowanie tych młodych chłopców wzięło się nie z chęci czynienia zła jako takiego, lecz z braku podstawowej wiedzy, której niestety nie wynieśli zarówno z domu jak i ze szkoły.Wracając myślą do tamtych wydarzeń zastanawiam się, czy aby moją edukację wzięli sobie ci młodzi ludzie do serca? Trudno powiedzieć, dzisiaj wszyscy z nich są już dorośli, być może większość z nich założył już własne „gniazda”?

Ciekawi mnie tylko czy nadrobili stracone „lekcje” sprzed lat?

Ciekawi mnie również czy z kolei dzieci tych ojców, którzy tak beztrosko bawili się we wspinaczkę do ptasich gniazd nie powielą już błędu swoich rodziców?! Czasami wolę o tym nie myśleć. Na domiar, jak sobie jeszcze uświadomię, że w szkołach uczy się czegoś na temat systemu trawiennego u stułbi, czy sposobu pobierania pokarmu cytostomem przez pantofelka, to nie wiem czy moje spojrzenie na to wszystko jest jakieś nienormalne czy błąd tkwi zupełnie gdzie indziej. Z drugiej jednak strony nie można dramatyzować bo nie jest, aż tak źle. A przekonałem się o tym z kolei zupełnie niedawno w trakcie rozmowy również z młodym człowiekiem, uczęszczający zaledwie do szkoły podstawowej. W trakcie naszej foto-przyrodniczej rozmowy, ów młodzieniec zdecydowanym głosem zaintonował: „To nikt inny jak właśnie ludzie dorośli wycinają lasy. Również ci sami dorośli zatruwają rzeki i jeżdżą smrodzącymi samochodami, to wreszcie oni zabijają bezbronne zwierzęta”! Przyznam, że ta zdecydowana wypowiedź młodego człowieka, który sprawiał wrażenie, że jest świadom tego, co mówi, zaskoczyła mnie zupełnie. Co gorsza nie bardzo mogłem w tym momencie wysunąć jakikolwiek argument, który mógłby przynajmniej częściowo obronić honoru dorosłych. Dosyć drastycznym, ale jakże wymownym przykładem może być proceder polowań, a właściwie trafniej byłoby nazwać to ptasim mordem, jaki odbywa się w trakcie corocznych przelotów ptaków wędrownych nad terytorium Włoch, Malty, Sycylii, czy Hiszpanii. Strzelanie do ptaków migrujących trudno nazwać sportem, tradycją czy właściwie czymkolwiek! Bo jak nazwać próżność człowieka, który pozbawia życia setek ptaków tylko dla własnej, wątpliwej uciechy? Dla kogoś kto kocha ptaki i spędza wiele godzin na obserwacje tych pięknych zwierząt takie podejście jest zupełnie niezrozumiałe. A z punktu widzenia trofeum, strzelanie powiedzmy do szpaków czy drozdów ma się przynajmniej dla mnie nijak. Również nikt mnie nie przekona, że z żywieniowego punktu widzenia mięso powiedzmy kwiczoła może być kulinarnym rarytasem.

Tak czy owak najbardziej w tym wszystkim przykre jest to, że dziesięcioletni chłopczyk, z którym rozmawiałem ma proste i jak widać nie skomplikowane widzenie przyrodniczego świata. Natomiast w życiu dorosłym w jakiś dziwny sposób zaczynają się jawić krzywizny w miejscach, gdzie widzenie tegoż świata powinno być równie prostolinijne jak u tego młodzieńca.

Człowiek jako odwieczny poszukiwacz i łowca, być może ma zakodowaną gdzieś głęboko w podświadomości chęć zdobywania, czyli mówiąc najprościej polowania na to, nazwijmy (coś)... Tym czymś dzisiaj moglibyśmy nazwać na przykład, gromadzenie dóbr majątkowych, chęć pozsiadania ziemi, domu, samochodu, czy pozycji społecznej. Nie jest to niczym innym, jak nowoczesnym zdobywaniem, czy polowaniem właśnie na to coś?

Tym, czymś była niegdyś muszelka, kawałek rogu, skrawek kwarcu, czy upolowany zwierz. Jednym słowem było to coś, co stanowiło o przetrwaniu i pozycji łowcy.

Dzisiaj muszelkę zastępuje suknia, garnitur, ekskluzywny samochód, biżuteria itd. Z kolei dzisiejszy róg to niezbędne narzędzia i wszelkie cuda domowej techniki ułatwiające nam życie codzienne. Jednak w tym wszystkim wydaje się, że dzisiejszemu człowiekowi zabrakło ogniwa łączącego prehistorię z nowoczesnością, coś co moglibyśmy nazwać współczesnym zewem krwi! To, co stawiało niegdyś łowcę na szczycie, wprawiało w zachwyt i było gwarantem przetrwania w obecnej dobie już tak nie błyszczy. Być może są różne gusty i wymagania, to co jednych zachwyca, innych być może deprymuje. To, że mamy inne zdania, inne poglądy i osobowości zapewne wzbogaca nas i zarazem wyróżnia, jako gatunek. Niemniej intelekt jako główna domena człowieka powinien nam także podpowiadać, że jesteśmy przede wszystkim strażnikami, a nie tylko dzierżawcami przyrodniczego bogactwa. Fenomen i hojność natury polega na nieustannym dawaniu. To, że staliśmy się głównymi biorcami oczywiście nie jest niczym złym, niemniej musimy pamiętać, że nawet największa hojność również ma swoje granice. W burzliwej historii ziemi jedne gatunki odchodziły, w ich miejsca pojawiały się nowe. Lecz wszystko to działo się w mrocznej i dla ludzkiego umysły tak niewyobrażalnej otchłani, że trudno to sobie nawet wyobrazić. Czas jak widać nie odgrywa tu najistotniejszej roli, to tylko w naszym rozumieniu wszystko powinno być właściwie na wczoraj. Człowiek w swym egocentrycznym podejściu do świata chciałby niemal z każdego skrawka brunatnej materii wycisnąć jak największy profit. Nie zastanawiając się nad tym, że gdzieś w tej gmatwaninie przyziemnych interesów skrywa się jeden maleńki znak zapytania. Dokąd będzie jeszcze można...?

 Człowiek niewątpliwie wykreował się do głównej roli w tym niekończącym się spektaklu życia i nie ulega też wątpliwości, że to on powinien w sposób szczególny zadbać o otaczający go świat. Musimy oczywiście bardzo roztropnie i z wielką dozą ostrożności pomagać gatunkom, których egzystencja stanęła pod ogromnym znakiem zapytania. Nie można dopuścić, aby w przyszłości dziki świat nadal ubożał w takim tempie jak obecnie. W przeciwnym wypadku wielu gatunków kolejna wiosna może już nie powołać.

Dzisiaj nikt chyba nie ma już żadnych złudzeń, że życie tych wielkich bez tych najmniejszych nie byłoby na ziemi możliwe.

Kazimierz Pańszczyk

 


 



Komentarze

Ilość komentarzy: 1

Małgorzata Stępień (Gocha)

Świetny artykuł. Kaziu Twoje artykuły bardzo dobrze się czyta. Pozdrawiam

2011-04-21 22:56:41

Pozostałe aktualności